Info

avatar Ten blog rowerowy prowadzi szczypiorizka z miasteczka Tarnowskie Góry-Strzybnica. Mam przejechane 20617.71 kilometrów w tym 0.00 w terenie. Jeżdżę z prędkością średnią 16.50 km/h i się wcale nie chwalę.
Suma podjazdów to 365 metrów.
Więcej o mnie.

baton rowerowy bikestats.pl

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy szczypiorizka.bikestats.pl

Archiwum bloga

  • DST 46.59km
  • Czas 02:10
  • VAVG 21.50km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Krywałd

Niedziela, 10 maja 2026 · dodano: 10.05.2026 | Komentarze 2

Zachciało mi się na Krywałd pojechać i narysowałam z pomocą Komoota ślad. Jeszcze się tej aplikacji uczę, jak ją optymalnie wykorzystywać 🙂 Ogółem dosyć ciekawie mnie poprowadziła, szczególnie jeśli chodzi o odcinek Strzybnica- Mikołeska. Nawet ciekawy był, mniej uczęszczany, ale od Mikołeski do Bruśka, to było kilka odcinków mocno kamienistych, zobaczę czy da znaleźć jakieś alternatywne drogi w tamtym rejonie :P Szczegółową mapkę można znaleźć na Stravie.
punkt czerpania wody
punkt czerpania wody © szczypiorizka

O dziwo, ostatnia prosta leśna aż do kościoła w Bruśku jest w dosyć dobrym stanie. Jednego roku był piach, innego ostre kamienie, a w tym roku już te kamienie były uklepane, że dało się w miarę po tym przejechać. 
kościół w Bruśku
kościół w Bruśku © szczypiorizka

Na Krywałdzie można rzecz tłumy ludzi, ciężko było jakiekolwiek zdjęcie zrobić, aby nikt za mną nie krzyczał, że RODO (chociaż wg prawa to jeśli na zdjęciu jest powyżej 2 osób to można robić fotki bez pytania, a jak ktoś zacznie pyszczeć, to wtedy tę osobę można zblurować).
Mała Panew
Mała Panew © szczypiorizka

Dwie szybkie fotki i udałam się w kierunku krzyża i ławeczki.
Krywałd i kupa ludzi
Krywałd i kupa ludzi © szczypiorizka

szybkie zdjęcie dowodowe
szybkie zdjęcie dowodowe © szczypiorizka

Nawet tam, przy dawnej osadzie, byli rowerzyści. Ładna pogoda to i ludzie wyszli do lasu.
nawet ławeczka zajęta
nawet ławeczka zajęta © szczypiorizka

No nic, fotka zrobiona i dzida do Koszęcina. Momentami na trasie ciasno. Tuż przed wiaduktem, skręciłam w kierunku na Kalety. Tam zrobiłam zdjęcie remontu mostu nad Małą Panwią.
Kalety dokumentacyjnie
Kalety dokumentacyjnie © szczypiorizka

Droga powrotna do domu to dalej dzida, w kierunku na Mikołeskę, by potem jeszcze zajrzeć na działkę. Udało się- tata jeszcze tam siedział, więc można było sobie wspólnie posiedzieć i poodpoczywać.




  • DST 22.81km
  • Czas 01:12
  • VAVG 19.01km/h
  • Sprzęt Kross Esker 5.0
  • Aktywność Jazda na rowerze

spacer po Reptach Śląskich

Sobota, 9 maja 2026 · dodano: 10.05.2026 | Komentarze 4

W końcu będę na bieżąco z wpisami na blogu :) ogarnięcie cyklu chorwackiego zajęło mi trochę czasu 😉
Do rzeczy. W ramach obchodów 500-lecia nadania praw miejskich Tarnowskim Górom, mamy różnego rodzaju imprezy i atrakcje, jedną z nich jest cykl spacerów po wszystkich dzielnicach miasta. Postanowiłam pojechać do Rept Śląskich, gdzie miały oprowadzać moje koleżanki z kopalni, przewodniczki PTTK. Start przy kościele św. Mikołaja.
Kościół św. Mikołaja w Reptach Śl.
Kościół św. Mikołaja w Reptach Śl. © szczypiorizka

koleżanka przewodniczka opowiada
koleżanka przewodniczka opowiada © szczypiorizka

Kościół ładnie odnowiony.
ambona i jej detale
ambona i jej detale © szczypiorizka

herb Donnersmarcków
herb Donnersmarcków © szczypiorizka

malunki w kościele św. Mikołaja
malunki w kościele św. Mikołaja © szczypiorizka

malunki w kościele św. Mikołaja
malunki w kościele św. Mikołaja © szczypiorizka

W ogrodzie farskim znajduje się największy i najstarszy kasztan jadalny w Polsce. Przy różnych okazjach, jest możliwość degustacji tychże kasztanów (np. dożynki czy inne festyny przy parafii). Tamtejszy proboszcz również jest pszczelarzem i można zakupić u niego miód 😁
największy i najstarszy kasztan jadalny w Polsce
największy i najstarszy kasztan jadalny w Polsce © szczypiorizka

Przewodniczki bardzo ciekawie opowiadały o różnych miejscach i zabytkach, które znajdują się na dzielnicy. Często przejeżdża się obok jakiegoś budynku, domu i nawet nie zdaje sobie człowiek sprawy jaka historia się za nim kryje. Ssamo położenie Rept Śląskich, dawniej tuż przy granicy polsko- niemieckiej już daje asumpt (o matko, co za słowo 😂) do ciekawych, a czasem niestety trudnych historii.
 szyb Karlik (sztolniowy szyb maszynowy nr 22)
szyb Karlik (sztolniowy szyb maszynowy nr 22) © szczypiorizka

stop degradacji zabytków
stop degradacji zabytków © szczypiorizka

Tarnowskie Góry, historia w pigułce i mocnym uproszczeniu: srebro, maszyna parowa, Donnersmarckowie, powstania śląskie, II WŚ, Tragedia Górnośląska. Pod tymi hasłami Repty Śl. również mogą się podpisać i powiedzieć-> tak było.
szyb Karlik (sztolniowy szyb maszynowy nr 22)
szyb Karlik (sztolniowy szyb maszynowy nr 22) © szczypiorizka

Oprowadzanie kończymy pod remizą strażacką. Ciekawostka, tamtejsi strażacy posiadają bardzo starą sikawkę strażacką, którą można oglądać podczas pochodu gwarkowskiego 😊.
gwarek z Rept Śląskich
gwarek z Rept Śląskich © szczypiorizka




  • DST 9.32km
  • Czas 00:35
  • VAVG 15.98km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

z ojcem

Wtorek, 5 maja 2026 · dodano: 10.05.2026 | Komentarze 4

Dopiero we wtorek udało mi się ogarnąć po urlopie na tyle, aby wyjść na rower. Na luzie z ojcem, cel Boruszowiec i lody w Perełce
kulturalnie
kulturalnie © szczypiorizka




  • DST 23.37km
  • Czas 01:44
  • VAVG 13.48km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chorwacja dzień siódmy, epilog i podsumowanie

Piątek, 1 maja 2026 · dodano: 09.05.2026 | Komentarze 6

Wiatr nie odpuszczał, był to powód dla którego zostaliśmy w Starym Gradzie, nie ruszyliśmy na kolejną wyspę (miała być Solta). Wobec tego przewodnicy przygotowali dla nas alternatywną trasę po wyspie Hvar. 
na trasie
na trasie © szczypiorizka

Taka "zapchajdziura", byle coś pokręcić na rowerze.
taka atrakcja
taka atrakcja © szczypiorizka

W dodatku wycieczka ta obfitowała w jakieś awarie rowerowe czy też gubienie grupy. To sprawiło, że trasa została okrojona- musieliśmy się na odpowiednią godzinę stawić w marinie, by zapakować rowery na statek.
na trasie
na trasie © szczypiorizka

lotnisko w polu
lotnisko w polu © szczypiorizka

Po południu dopłynęliśmy do Trogiru. Według oferty wycieczki, powinniśmy czas ten spędzić w Splicie, ale tamtejszy port jest w remoncie. 
Północna Brama i św. Jan z Trogiru
Północna Brama i św. Jan z Trogiru © szczypiorizka

W tym dniu mieliśmy zaplanowane zwiedzanie miasta wraz z przewodniczką, nim jednak to nastąpiło, trochę sami eksplorowaliśmy uliczki. Udało mi się zwiedzić z koleżanką Twierdzę Kamerlengo. Dobrze, że do mnie dołączyła- miałabym problem zejść z murów po schodach 😆
w Twierdzy Kamerlengo
w Twierdzy Kamerlengo © szczypiorizka

Twierdza Kamerlengo
Twierdza Kamerlengo © szczypiorizka

widok na marinę w Trogirze
widok na marinę w Trogirze © szczypiorizka

W trakcie spaceru złapałam jeszcze jedno graffiti
jeszcze jedno graffiti
jeszcze jedno graffiti © szczypiorizka

detal
detal © szczypiorizka

Podczas zwiedzania miasta wraz z przewodniczką, trafiliśmy na ciekawe wydarzenie. Mianowicie w pobliskiej katedrze miał miejsce ślub, a goście (wraz z przypadkowymi turystami) czekając aż para młoda wyjdzie z kościoła, zebrała się przed wejściem i zaczęła śpiewać różne chorwackie piosenki. Młodą parę jeszcze kilka razy mijaliśmy później na ulicach Trogiru
Katedra świętego Wawrzyńca w Trogirze
Katedra świętego Wawrzyńca w Trogirze © szczypiorizka

chorwacki ślub
chorwacki ślub © szczypiorizka

Trogir
Trogir © szczypiorizka

Podobnie jak wcześniej odwiedzone miasta chorwackie, Trogir również jest bardzo ładny. Bardzo klimatyczne ulice, sporo knajpek w każdym zakątku, można śmiało dać się zgubić, by potem wyjść gdzieś przy wybrzeżu.
Romeo, Romeo, gdzie jesteś mój Romeo?
Romeo, Romeo, gdzie jesteś mój Romeo? © szczypiorizka

dziedziniec klasztoru benedyktynek, Trogir
dziedziniec klasztoru benedyktynek, Trogir © szczypiorizka

grecki bóg Kairos w Trogirze
grecki bóg Kairos w Trogirze © szczypiorizka

Wieczorem poszłam wypić piwo z częścią ekipy, po czym ulotniłam się do kajuty, by się spakować (cudowne rozmnożenie bagaży 😂).
W sobotę w drodze powrotnej do Polski, zatrzymaliśmy się, by zwiedzić Park Narodowy Jezior Plitwickich. Genialne miejsce, chociaż pierwszy raz w życiu przeszkadzały mi te tłumy turystów. Nie miałam nawet takiego uczucia, gdy zwiedzałam Muzea Watykańskie xD
Jeziora Plitwickie
Jeziora Plitwickie © szczypiorizka

Nad ranem, 3 maja dojechaliśmy do Katowic, gdzie część osób pożegnała się i ruszyła do swoich domów. Ja ruszyłam na rowerze w kierunku Chorzowa Batorego (z bagażem na plecach i w sakwach), gdzie wsiadłam do pociągu.
murale zawsze i wszędzie
murale zawsze i wszędzie © szczypiorizka


mam brudny rower
mam brudny rower © szczypiorizka

Zdążyłam jeszcze w tym dniu zagrać wraz z parafialną orkiestrą na I Komunii Świętej 😂
zdążyłam na granie
zdążyłam na granie © szczypiorizka

*część zdjęć z całego cyklu chorwackiego nie jest mojego autorstwa, tylko innych uczestników wyjazdu*
PODSUMOWANIE
To był świetny wyjazd. Tradycyjnie, poznałam super ludzi, z którymi rozmowy się nie kończyły. W dużej mierze krążyły wokół rowerów i wycieczek rowerowych. To naprawdę wspaniałe poznać tyle osób z całej Polski, które mają podobne zainteresowania do moich. Przepiękne widoki, ani razu mi się nie znudziły, czy to siedząc na rowerze, czy płynąc na statku w kierunku kolejnej wyspy. Jedzenie na statku był bardzo smaczne i obfite, śniadania w formie szwedzkiego stołu, a obiady w formie dwóch dań+ przystawka (sałatka, a raczej sałata z oliwą)+ deser. Załoga bardzo sympatyczna i rozmowna, głównie po angielsku rozmawialiśmy z nimi, ale pojedyncze zwroty czy to my po polsku czy to oni po chorwacku- również były zrozumiałe 😊 Kajuty małe, ale czyste, bez problemu się zmieściłam z moimi bagażami. Formuła wyjazdu, polegająca na płynięciu od wyspy do wyspy, którą zwiedzaliśmy na rowerach bardzo fajna. Oszczędzaliśmy na dojeździe autokarem do punktu startu sporo czasu, a dzięki temu, że nocowaliśmy na statku w marinie, zawsze byliśmy w centrum miasta. Wycieczki kończyły się między 15 a 17, więc zawsze było sporo jeszcze czasu na zwiedzanie danego miejsca. W poprzednich wyjazdach do hotelu wracaliśmy między 19 a 20, nim się wykąpałam, zrobiłam pranie, byłam już na tyle zmęczona, że często nie chciało mi się już nigdzie wychodzić. Nie mam zastrzeżeń do przewodników, Sebastiana (z którym jeździłam w grupie), czy Michała (kierownika całego wyjazdu i przewodnika pierwszej grupy rowerowej), bardzo sympatyczni i kompetentni. W razie potrzeby służyli pomocą.
Co do samych tras, to były podjazdy i to sporo 😂 Nie analizowałam wykresów i nie porównywałam tego z poprzednimi wyjazdami, ale sądzę, że były o niebo łatwiejsze od Serbii. Było ciężko, mieliśmy w swojej grupie "sekcję pieszą", ale było to wszystko do ogarnięcia. Na zjazdach było mi zimno 😂 ale znowu pobiłam swój rekord->pokonałam 5km poniżej 9 minut 😛
Jedynie do czego mogę się przyczepić to do tego, że na obiad często czekaliśmy około 2 godzin, mimo, że kapitan dokładnie wiedział, o której się zameldujemy po wycieczce. Nie mam pojęcia z czego to wynikało. W rozpisce rzeczy do zabrania, którą dostaliśmy przed wyjazdem od organizatora, było parę rzeczy, która finalnie w ogóle nie była potrzebna (np zapięcia rowerowe, dla mnie kilogram mniej na plecach to sporo, a tyle mniej więcej waży to łamane zapięcie, które posiadam). 
Reasumując, takie mocne 9,5 na 10 przyznaję tej ofercie wycieczki z biura Horyzonty i bardzo ją polecam. Z tym, że nie jestem pewna jak ktoś z chorobą morską zareaguje na tę formę transportu 🤷 i to trzeba mieć na uwadze podczas podejmowania decyzji. 😉
 


Kategoria Chorwacja


  • DST 46.20km
  • Czas 03:27
  • VAVG 13.39km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chorwacja dzień szósty

Czwartek, 30 kwietnia 2026 · dodano: 09.05.2026 | Komentarze 5

Pogoda w tym dniu była niezbyt zachęcająca. Prognozy wskazywały na opady deszczu.
czekając na start i analiza pogodowa
czekając na start i analiza pogodowa © szczypiorizka

Na szczęście nie padało, ale wiatr był dosyć silny i zimny. Pierwszą dłuższą przerwę mieliśmy w miejscowości Brusje. Jest tam kawiarnia, która zarazem pełni funkcję swego rodzaju muzeum. Są tam przeróżne ciekawe eksponaty, przedmioty użytkowe. Było na czym oko zawiesić.
Family Farm- Brusje
Family Farm- Brusje © szczypiorizka

foka pszczelarz
foka pszczelarz © szczypiorizka

Po zagrzaniu się herbatą (w moim przypadku), czy też jak większość, kawą, ponownie ruszyliśmy w trasę.
na trasie
na trasie © szczypiorizka

na trasie
na trasie © szczypiorizka

Stari Grad
Stari Grad © szczypiorizka

skojarzenie z Call of Duty
skojarzenie z Call of Duty © szczypiorizka

W tym dniu trasa była podzielona na dwie części. Pierwsza prowadziła z Hvaru do miejscowości Stari Grad. Tam mieliśmy przerwę na obiad na statku, gdzie również wybraliśmy króla i królową morza. Fajna sprawa, wymyśliła ją jedna z uczestniczek. Każdy z nas mógł na kogoś zagłosować i podać przyczynę oddania głosu (np. najbardziej kolorowo ubrana osoba, albo jak w moim przypadku- że mam wszystko w sakwie 😆). Zostałam wicekrólową 😂
król i królowa morza
król i królowa morza © szczypiorizka

Po obiedzie i wyłonieniu zwycięzców ruszyliśmy na drugą część wycieczki, której celem była Jelsa. Gdzieś w połowie trasy do miasteczka, pierwsza grupa zgubiła jedną osobę. Po około 20 minutach telefonów i ustalaniu miejsca pobytu zguby udało się nam dojechać do celu, gdzie mieliśmy trochę czasu wolnego. Pogoda dalej nie była zachęcająca, wciąż mocno wiało i było zimno. Nie miałam ochoty gdzieś siadać w kawiarnianym ogródku, dlatego z koleżanką pokręciłyśmy się między uliczkami.
wietrzna Jelsa
wietrzna Jelsa © szczypiorizka

jadę
jadę © szczypiorizka

jakiś dziwny ten Napoleon
jakiś dziwny ten Napoleon © szczypiorizka

Po przeanalizowaniu sytuacji pogodowej, zdecydowałam się wrócić do Starego Gradu wraz z pierwszą grupą (po prostu ruszała wcześniej).
z rąsi na szybko
z rąsi na szybko © szczypiorizka

Pierwsza grupa rzeczywiście miała szybsze tempo niż nasza. Może to dlatego, że większość stanowiły elektryki 😛
kolega robił
kolega robił © szczypiorizka

Wieczór spędziliśmy w fajnej knajpce w Starym Gradzie.
Stari Grad
Stari Grad © szczypiorizka

*część zdjęć z całego cyklu chorwackiego nie jest mojego autorstwa*


Kategoria Chorwacja


  • DST 51.10km
  • Czas 03:22
  • VAVG 15.18km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chorwacja dzień piąty

Środa, 29 kwietnia 2026 · dodano: 08.05.2026 | Komentarze 6

To była najdłuższa trasa na całym wyjeździe. Start w Korčuli, a następnie północnym wybrzeżem, powoli zmierzaliśmy na zachodnie wybrzeże wyspy do miasta Vela Luka. Po drodze mijaliśmy między innymi takie miejscowości jak: Žrnovo, Pupnat, Smokvica, Blato. Trasa charakteryzowała się krótkimi i ostrymi podjazdami, a następnie zróżnicowanymi zjazdami. Było też sporo odcinków szutrowych- różnej jakości. W dodatku dzień był wietrzny, nie ułatwiał jazdy, czasami miałam wrażenie, że stoję w miejscu.
zdjęcie z rąsi
zdjęcie z rąsi © szczypiorizka

fotka na szybcika
fotka na szybcika © szczypiorizka

Oprócz murali, zdarzały się też i inne piękne widoki, które w miarę możliwości ja, albo inni członkowie wyjazdu uwieczniali (*część zdjęć całego cyklu chorwackiego nie jest mojego autorstwa).
na trasie
na trasie © szczypiorizka

stocznia w Blato, Korčula
stocznia w Blato, Korčula © szczypiorizka

Złapanie jakiego muralu podczas jazdy nie należało do najłatwiejszych. Z jednej strony jazda rowerem w zmienno-trudnych warunkach, obserwowanie innych uczestników/ przewodnika by się po drodze gdzieś nie zgubić, podziwianie widoków, a zarazem spoglądanie we wszelakie dziwne zakątki (nie zawsze ciekawe na pierwszy rzut oka), z myślą, że coś tam się znajdzie zamalowanego. Czasami coś ciekawego dostrzegłam do sfotografowania, ale ze względów między innymi bezpieczeństwa, nie zatrzymywałam się tylko jechałam dalej.
na trasie
na trasie © szczypiorizka

Vela Luka
Vela Luka © szczypiorizka

Silny wiatr spowodował, że kapitan Labradora zdecydował się od razu po zakończeniu naszej wycieczki popłynąć na wyspę Hvar. Pierwotnie mieliśmy nocować w porcie w Vela Luka.
Dzięki temu mieliśmy okazję zwiedzić kolejne ładne miasto- Hvar.

Hvar
Hvar © szczypiorizka

panorama Hvaru
panorama Hvaru © szczypiorizka

Hvar
Hvar © szczypiorizka

W mieście tym znajduje się tak zwana Twierdza Hiszpańska. Część uczestników postanowiła ją zwiedzić, niestety nie wszystkim się udało. Sporo schodów 😛 i zbyt późne wyjście na ląd spowodowało, że ja wraz z paroma osobami weszliśmy na szczyt wzgórza jakieś 5 minut po ostatnim możliwym wejściu na teren twierdzy. Na szczęście wokół twierdzy był ładny park, gdzie mogliśmy również podziwiać panoramę miasta.
Wyspy Paklińskie
Wyspy Paklińskie © szczypiorizka

panorama na Hvar
panorama na Hvar © szczypiorizka

wejdź do swojej kajuty po kilku głębszych xD
wejdź do swojej kajuty po kilku głębszych xD © szczypiorizka

Nie chcieliśmy opuszczać tak malowniczego zakątka miasta, ale z drugiej strony, widok na ciekawe, małe uliczki zachęcał do eksploracji.
Katedra św. Szczepana w Hvarze
Katedra św. Szczepana w Hvarze © szczypiorizka

Ponownie udało mi się złapać patriotyczny mural, nawiązujący do wojny z lat 90. XX wieku.
Toni Petrić- uczestnik wojny
Toni Petrić- uczestnik wojny © szczypiorizka

patriotyczny mural
patriotyczny mural © szczypiorizka

Wieczorem twierdza prezentowała się równie okazale jak za dnia.
Twierdza Španjola
Twierdza Španjola © szczypiorizka


Kategoria Chorwacja


  • DST 15.84km
  • Czas 01:17
  • VAVG 12.34km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chorwacja dzień czwarty

Wtorek, 28 kwietnia 2026 · dodano: 08.05.2026 | Komentarze 5

Share the road
Share the road © szczypiorizka

Ten dzień nazwałam dniem odpoczynku- uznałam, że nie będę się porywać na dłuższą trasę, która wg opisu miała być trudniejsza zarówno pod względem wzniesień jak i nawierzchni. W tym dniu zwiedzaliśmy Wyspę Miodową, czyli Mljet- znajduje się tam Park Narodowy Mljet.
Park Narodowy Mljet
Park Narodowy Mljet © szczypiorizka

Piękna słoneczna pogoda sprawiała, że wody w jeziorach mieniły się od lazurowego po turkus. Ciężko było oderwać wzrok i skupić się na jeździe. Na terenie Parku są wydzielone miejsca, w których obowiązkowo należało prowadzić rower, np. mijając wioski.
Park Narodowy Mljet
Park Narodowy Mljet © szczypiorizka

Nawet jest plaża, z której można korzystać i zażywać kąpieli. Woda jednak była za zimna i niestety były tam jeżowce. Nie przeszkodziło nam to w odpoczynku- wygodnie rozsiedliśmy się na ręcznikach, by po prostu sobie posiedzieć, porozmawiać.
Kościół św. Benedykta i klasztor
Kościół św. Benedykta i klasztor © szczypiorizka

Park Narodowy Mljet
Park Narodowy Mljet © szczypiorizka

Taki spokojniejszy dzień był mi potrzebny. Praktycznie zero podjazdów, jedyną trudnością był most, na którym były specjalne szyny ułatwiające przeprowadzenie roweru na drugą stronę, ale mi szybciej i wygodniej szło, gdy wzięłam do ręki rower.
szybciej biorąc pod pachę
szybciej biorąc pod pachę © szczypiorizka

Park Narodowy Mljet
Park Narodowy Mljet © szczypiorizka

na trasie
na trasie © szczypiorizka

Luźniejszy dzień sprawił, że można było co chwilę się zatrzymywać i robić zdjęcia 😁
zdążyłam zrobić zdjęcie
zdążyłam zrobić zdjęcie © szczypiorizka

Tu też jedna z uczestniczek złapała kapcia. Na szczęście miała zapasową dętkę, nasz przewodnik sprawnie pomógł ją wymienić. 
W ogóle to zapomniałam napisać i podkreślić, część zdjęć z całego cyklu wpisów z Chorwacji nie jest mojego autorstwa, to także zdjęcia innych uczestników. Są na tyle ładne (o niebo lepsze od moich), że postanowiłam je uwiecznić na swoim blogu 🙂 
Park Narodowy Mljet
Park Narodowy Mljet © szczypiorizka

Po przejażdżce po Parku Narodowym, popłynęliśmy na kolejną wyspę, Korčulę. Nie wiem czy już pisałam, ale czasem zdarzało się tak, że w porcie statki cumowały jeden obok drugiego, w taki sposób, że chcąc się dostać na ląd, trzeba było przejść przez kilka cudzych pokładów.
ten ostatni to Labrador
ten ostatni to Labrador © szczypiorizka

Przyjechaliśmy na tyle wcześnie, że spokojnie mogliśmy jeszcze zwiedzić miasteczko, coś zjeść, czy pójść na zakupy.
Korčula
Korčula © szczypiorizka

Moje oczy oczywiście wypatrywały malunków.
kibicowski
kibicowski © szczypiorizka

dwa kotki
dwa kotki © szczypiorizka

Korčula to miasto, w którym prawdopodobnie urodził się Marco Polo.
wieża z lewej- dom rodzinny Marco Polo
wieża z lewej- dom rodzinny Marco Polo © szczypiorizka

Nawet znalazłam piękny mural, który upamiętnia tego podróżnika, niestety zasłonięty był Fiatem 500 😪
dokonania Marco Polo
dokonania Marco Polo © szczypiorizka

Sporą część murku zajmuje ten mural, ale jak widać, no właśnie, że nie widać :P Ten piździk też mi zawadzał.
patriotycznie
patriotycznie © szczypiorizka

patriotycznie
patriotycznie © szczypiorizka

zasłonięty Marco Polo
zasłonięty Marco Polo © szczypiorizka

Mural ten znajduje się w pobliżu centrum handlowego Tommy. Z drugiej strony, przy innym murku można było dostrzec resztki innego cyklu murali, niestety w dość opłakanym stanie. Znalazłam artykuł, na którym widnieją jeszcze w całości te malunki. Ich tematyka jest związana z wojną w Chorwacji, która się toczyła w latach 1991-1995.
zniszczone malunki przy C.H. Tommy
zniszczone malunki przy C.H. Tommy © szczypiorizka

zniszczone malunki przy C.H. Tommy
zniszczone malunki przy C.H. Tommy © szczypiorizka

Mam wrażenie, że specjalnie zostało one zdewastowane.
zniszczone malunki przy C.H. Tommy
zniszczone malunki przy C.H. Tommy © szczypiorizka

Papieża zostawili nienaruszonego.
JPII
JPII © szczypiorizka

Miasto jest bardzo ładne, warte zwiedzenia.
Korčula
Korčula © szczypiorizka

Nawet przy szkole jest fajny, kolorowy mural. Nie robiłam super zbliżenia, bo widziałam bawiące się tam dzieci.
mural w szkole
mural w szkole © szczypiorizka

Mimo to, zauważyłam polski akcent. Poznański artysta, zwany Noriakim Kasai uwiecznił tam tak zwanego Pana Peryskopa. W Katowicach sporo tego można znaleźć.
Pan Peryskop poznańskiego Noriaki Kasai
Pan Peryskop poznańskiego Noriaki Kasai © szczypiorizka

Wszystkie "kibicowskie", które złapałam, były spoko, poprawne. Nie jakieś tam bazgroły w stylu odwróconej litery R (+ odpowiednie słowo wplecione, które wyraża brak poparcia dla klubu z Chorzowa 😛).
kibicowski
kibicowski © szczypiorizka

Innym ciekawym artystą, który pozostawił swoją pracę na ścianie, to niejaki Invader. To francuski artysta, jego prace to pikselowe mozaiki, a inspiracją są gry ( np.Pac-Man czy Super Mario).  
Super Mario- artysta Invander
Super Mario- artysta Invander © szczypiorizka

Na punkt widokowy nie dotarłam, ale na szczęście były takowe osoby, które zdecydowały się na dłuższy spacer (podobno było sporo schodów). Dlatego pozwolę sobie umieścić na blogu zdjęcia cudzego autorstwa, bo świetnie pokazują, jak ładnym miasteczkiem jest Korčula 😉
widok na marinę
widok na marinę © szczypiorizka

panorama Korčuli
panorama Korčuli © szczypiorizka


Kategoria Chorwacja


  • DST 45.33km
  • Czas 03:15
  • VAVG 13.95km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chorwacja dzień trzeci

Poniedziałek, 27 kwietnia 2026 · dodano: 06.05.2026 | Komentarze 5

Start w miejscowości Kučište, by już po paru kilometrach zrobić sobie przerwę na krótkie zwiedzanie Orebić.
jak w Toskanii
jak w Toskanii © szczypiorizka

Jedni szukali otwartej kawiarni i kawy, inni pieszo eksplorowali wąskie uliczki.
kolejne skojarzenie, tym razem z Maltą
kolejne skojarzenie, tym razem z Maltą © szczypiorizka

detal
detal © szczypiorizka

kot mnie drapie po plecach
kot mnie drapie po plecach © szczypiorizka

W ogóle to podczas całego pobytu w Chorwacji mijaliśmy się zarówno na wodzie, jak i na drodze z inną grupą rowerzystów (zagraniczna ekipa), których miejscem noclegowym był statek. Często byliśmy zacumowani obok siebie. Także i tu, w Orebiću natrafiliśmy na siebie.
z widokiem na sąsiednie wysepki
z widokiem na sąsiednie wysepki © szczypiorizka

dziki na drodze
dziki na drodze © szczypiorizka

tam z dołu przyjechaliśmy
tam z dołu przyjechaliśmy © szczypiorizka

W miejscowości Potomje mielismy kolejną przerwę, tym razem w lokalnym sklepiku (był otwarty 😛), by następnie udać się do tunelu Dignač. Wąski, nieduży tunel, ale kilka samochodów nas minęło na trasie.
jedyny tunel na trasie
jedyny tunel na trasie © szczypiorizka

Na jednym z pit stopów znowu miałam skojarzenie widokowe, tym razem z jednym z filmów z Bonda "Człowiek ze złotym pistoletem".
skojarzenie z Bondem
skojarzenie z Bondem © szczypiorizka

Oficjalnie meta była w Trsteniku, ale jeszcze całą ekipą pojechaliśmy na rowerach do Žuljany, gdzie mieliśmy praktycznie całą plażę dla siebie. Znalazło się sporo śmiałków, którzy postanowili sprawdzić jak się pływa w zimnej wodzie. Ja standardowo- tylko stópki 😂
boisko z muralem i widokiem na morze
boisko z muralem i widokiem na morze © szczypiorizka

Bardziej niż wodą, byłam zainteresowana sąsiednim boiskiem i malunkami.
Žuljana
Žuljana © szczypiorizka

kibicowski mural
kibicowski mural © szczypiorizka

kolejny piękny widok
kolejny piękny widok © szczypiorizka

złocieniec dalmatyński i dziewanna
złocieniec dalmatyński i dziewanna © szczypiorizka

W Žuljanie, gdzie nocowaliśmy, było miejsce widokowe przy Kościele św. Michała.
Trstenik i nasz statek
Trstenik i nasz statek © szczypiorizka

Kościół św. Michała
Kościół św. Michała © szczypiorizka

Wieczorem załoga statku wyszła na ląd, by pograć w bule. Postanowiliśmy im pokibicować. 
wieczorne kibicowanie załodze statku
wieczorne kibicowanie załodze statku © szczypiorizka

*część zdjęć z całego cyklu chorwackiego nie jest mojego autorstwa*


Kategoria Chorwacja


  • DST 31.91km
  • Czas 02:07
  • VAVG 15.08km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chorwacja dzień drugi

Niedziela, 26 kwietnia 2026 · dodano: 06.05.2026 | Komentarze 5

Niedzielną wycieczkę spędziliśmy na wyspie Hvar. Początek i koniec danego odcinka każdego dnia był uzależniony od decyzji kapitana, bowiem różne czynniki sprawiały, że statek cumował czasem w innych miejscach niż pierwotnie zakładano. Zamiast startu w Jelsa, zaczęliśmy niedaleko miejscowości Gdinj, potem minęliśmy Bogomlje, a trasę zakończyliśmy w Sućuraju.
widoki z wyspy Hvar
widoki z wyspy Hvar © szczypiorizka

W dalszym ciągu pogoda dopisywała. 
cyprysy niczym we Włoszech
cyprysy niczym we Włoszech © szczypiorizka

Widoki bajka, nawet przypominały mi trochę słynną Route 66, tylko w wersji europejskiej.
na trasie
na trasie © szczypiorizka

kolejny piękny widok
kolejny piękny widok © szczypiorizka

Wśród uczestników był między innymi botanik oraz miłośniczka przypraw/ziół i kulinariów. To sprawiało, że czasem zwracałam większą uwagę na roślinność.
karpobrot jadalny
karpobrot jadalny © szczypiorizka

pozowanie z cudzymi rowerami to u mnie norma
pozowanie z cudzymi rowerami to u mnie norma © szczypiorizka

W połowie trasy zostaliśmy zaproszeni na degustację lokalnych oliw. Najpierw w pierwszym miejscu, była to raczej mała manufaktura, gdzie oprócz oliwy robiono różne nalewki- nawet niektóre mi smakowały 😁 Drugie miejsce było już bardziej prestiżowe- Rajski vrt Radojković. Dzięki uprzejmości gospodarza, poszliśmy budynku, gdzie wytwarza się oliwę, a następnie mogliśmy przejść się po jego ogrodzie. Na końcu była degustacja kilku rodzajów oliw, a wisienką na torcie (dla mnie) były lody śmietankowe polane oliwą cytrynową. Przepyszne.
degustacja lodów polanych oliwą
degustacja lodów polanych oliwą © szczypiorizka

Chętni mogli na miejscu kupić oliwy, a także produkty z lawendy. Dobrze, że miałam dużą sakwę 😆
W Sućuraju tuż przy porcie był świetny mural, nawet na asfalcie namalowane były rybki. Była chwila przerwy na różne sesje zdjęciowe po czym zapakowaliśmy się na statek.
mural w Sućuraj
mural w Sućuraju © szczypiorizka

pakujemy się na statek
pakujemy się na statek © szczypiorizka

Udaliśmy się w kierunku Półwyspu Pelješac, a dokładnie miejscowości Kučište.
taki widok z kajuty to codzienność w moim wydaniu
taki widok z kajuty to codzienność w moim wydaniu © szczypiorizka

Jestem totalnym szczurem lądowym, nie spodziewałam się, że płynąc, będzie dosyć wiało i bez długiej bluzy na pokładzie się nie obejdzie. Przynajmniej pranie szybko schło xD.
płynąc na Kućište
płynąc na Kućište © szczypiorizka

Po dotarciu do miasteczka, poszłam z koleżanką do sklepu, niestety to była niedziela- sklep zamknięty.
lekko creepy
lekko creepy © szczypiorizka

Za to udało się pójść całą ekipą wycieczkową na zachód słońca. Potem w kilka osób zatrzymaliśmy się przy knajpce, która w tym dniu po raz pierwszy się otwarła w nowym sezonie. Mieliśmy szczęście.
zachód słońca na końcu miasteczka Kućište
zachód słońca na końcu miasteczka Kućište © szczypiorizka

*część zdjęć z całego cyklu chorwackiego nie jest mojego autorstwa*


Kategoria Chorwacja


  • DST 26.66km
  • Czas 01:57
  • VAVG 13.67km/h
  • Sprzęt Velli
  • Aktywność Jazda na rowerze

Chorwacja prolog+ dzień pierwszy

Sobota, 25 kwietnia 2026 · dodano: 05.05.2026 | Komentarze 6

W tym roku ponownie wyruszyłam na podróż rowerową z Biurem Podróży "Horyzonty". Tym razem padło na rowerowy rejs po Adriatyku. Najpierw należało się dostać do punktu zbiórki, siostra zabrała mi wcześniej bagaże, ja na lekko dojechałam do dworca PKP w Tarnowskich Górach, następnie pociągiem do Chorzowa Batorego, skąd spokojnie dojechałam do punktu zbiórki, czyli Katowic Załęża (już z bagażem na plecach i bagażniku).
mural na dzień dobry
mural na dzień dobry © szczypiorizka

Na miejscu czekała jeszcze jedna grupa podróżnych, ich autokar miał około godzinne opóźnienie, a wybierali się do Toskanii (wycieczka tzw. nadmorska, ja byłam na kontynentalnej).
Na szczęście nasz autokar miał dużo krótsze opóźnienie. Po spakowaniu bagaży i rowerów czekała nas całonocna jazda do Trogiru, a tam zacumowany był nasz statek "Labrador", który przez następne dni miał być naszym "domem".
witamy na pokładzie
witamy na pokładzie © szczypiorizka

Po krótkim odpoczynku oraz odprawie, gdzie poznaliśmy załogę oraz zasady panujące na statku, popłynęliśmy na wyspę Brač.
przygodę czas zacząć
przygodę czas zacząć © szczypiorizka

Statek prezentował się całkiem zacnie, skromny (patrząc w następnych dniach na inne jednostki pływające), ale było czysto i schludnie. Czego chcieć więcej 😁
Labrador
Labrador © szczypiorizka

z widokiem na jakieś miasteczko
z widokiem na jakieś miasteczko © szczypiorizka

Po dopłynięciu na wyspę, wypakowaliśmy nasze rowery i ruszyliśmy na rekonesans.
czasami tak wyglądał transport rowerów
czasami tak wyglądał transport rowerów © szczypiorizka

Miałam szczęście, że już pierwszego dnia pobytu w Chorwacji trafiłam na murale. 
murale muszą być
murale muszą być © szczypiorizka

mural na wyspie Brać
mural na wyspie Brać © szczypiorizka

Widoki od pierwszych kilometrów robiły wrażenie.
takie widoki to w następnych dniach codzienność
takie widoki to w następnych dniach codzienność © szczypiorizka

Nikt nie mówił, że będzie łatwo. Od razu na dzień dobry jakaś konkretna górka się nam trafiła, ale piękne widoki wynagradzały wszystko. Meta w miejscowości Sumartin.
*część zdjęć z całego cyklu chorwackiego nie jest mojego autorstwa*


Kategoria Chorwacja